Są takie śluby, które nie krzyczą, a szepczą. Opowiadają historię w sposób subtelny, naturalny i niewymuszony. Dokładnie taki był dzień Ewy i Piotra w Baborówko – kwintesencja stylu boho, celebracja bliskości i dowód na to, że najpiękniejsze jest to, co prawdziwe.
Już od pierwszych chwil wiedziałam, że to będzie wyjątkowy reportaż. Ewa, z jej zjawiskowym, naturalnym makijażem w stylu „no-makeup”, była uosobieniem spokoju i autentycznego piękna. To był idealny symbol całego dnia – bez zbędnej presji, bez udawania, za to z ogromną dawką luzu i skupienia na tym, co najważniejsze. Ten minimalizm podkreślał tylko głębię uczuć i radość, która malowała się na twarzach wszystkich gości.
Był taki jeden, z pozoru drobny gest, który dla mnie zdefiniował cały ten dzień. Tuż przed ceremonią Piotr przyklęknął i zdjął Ewie buty. W tym przepięknym, naturalnym anturażu, ten prosty akt troski i bliskości był czymś niewiarygodnie symbolicznym. To była kwintesencja wolności i bycia w zgodzie ze sobą – rozpoczęcie wspólnej drogi z poczuciem uziemienia, dosłownie i w przenośni.
A potem wesele… i to cudowne, magiczne światło w zabytkowej stodole w Baborówku. To miejsce ma absolutnie niepowtarzalny klimat. Surowe drewno, historia zaklęta w murach i promienie słońca, które wlewały się do środka, tworząc niemal filmową scenografię. Ta gra świateł i cieni dodawała głębi każdemu ujęciu, od wzruszających przemów po absolutnie szaloną zabawę na parkiecie. Fotografowanie w takich warunkach to czysta magia.
Ten dzień był dowodem na to, że najpiękniejsze śluby to te, które są w stu procentach zgodne z Wami.
Jeśli Wasze serca biją w rytmie boho, marzycie o ślubie bez zadęcia, w miejscu z duszą, i szukacie fotografa, który to wszystko zrozumie i uchwyci w naturalnych kadrach – trafiliście idealnie.
Porozmawiajmy o Waszej historii!
Miejsce: Baborówko
Makijaż: Paulina Kurowiak
Dj: Winylowy
Tort: Słodka Sowa w Ostrorogu







































































